poniedziałek, 10 marca 2014

#3

Zawsze była inna. Inaczej się zachowywała. Rozumowała mądrzej a czasami nic nie rozumiała. Miała swój własny styl. Jej wygląd był jej własnym. Nosiła ubrania, które sama wybierała. Nie zwracała uwagi na to co powiedzą inni. Jej blond włosy były długie, często związane kitkę lub koka. Cerę miała bladą, oczy duże i niebieskie, ozdobione lekko pomalowanymi, długimi rzęsami. Jej usta zawsze się śmiały, a przynajmniej tak widzieli je inni. 
Zawsze wesoła, pełna życie dziewczyna która zawsze wszystkim pomaga. Można by powiedzieć, że nie miała żadnych problemów. Ale niestety miała. I miała ich więcej i nie były błahostkami. Zawsze radziła sobie z nimi sama. Dlaczego.? Bo nikt nigdy nie spytał, czy może w czymś pomóc. Skoro nikt nie zainteresował się nią to nie było sensu prosić kogoś o pomoc. Albo odmówi albo pomoże z litości i przymusu. Ale umiejętność pomagania samej sobie przestała działać gdy problemy zaczęły być bardziej poważne. Razem z nimi zwiększył się ból. Przestała nad nim panować. Ogarnął ją tak tak bardzo, że zaczęła się ciąć. Po pierwszych cięciach ogarnęło ją przerażenie. Żałowała, że to zrobiła ale po drugim razie już tylko popłynęły łzy. Gdy tylko jej koleżanki zauważyły na jej ręku rany, zaczęły robić swoje śledztwa. Kazały obiecać sobie, że więcej tego nie zrobić ale po mimo złożonej obietnicy ona zrobiła to znowu. I takim cudem koleżanki ją zostawiły. Została całkiem sama. To dodało kolejnego bólu i kolejnych ran. Tym razem w innym miejscu i głębiej. Po raz pierwszy poleciała krew a razem z nią kolejne łzy. Chciała już przestać ale nie umiała. Widok krwi był ukojeniem. Ból zmniejszał ból. Z każdym dniem spadała coraz głębiej. Leciała na dno. A kłopotów przybywało. Koleżanki zauważyły brak ran na rękach i nie mając o niczym pojęcia, wróciły. I znów były razem. Ale ona wiedziała, że wróciły, bo pomyślały że jej kłopoty już minęły. Od tamtej pory już nic im nie mówiła. Nie chciała już ufać. Bała się, że zostanie sama. Jej rany były głębsze i było ich więcej. Nie było przy niej nikogo. Do czasu. Dłużej nie mogła trzymać w sobie tego co ją dręczyło. Pokazała rany, odsłoniła je i przyszły do niej osoby którym najwięcej pomogła i osoby które były najzwyczajniej w świecie jej przyjaciółmi. Oni pomogli jej przestać cierpieć. Pomogli jej wstać, podnieść się i zrobić krok na przód. Nie było to łatwe ale dała rade. 
I chociaż po ranach zostały blizny, ona wie że jest silna. Czasem jeszcze wracają do niej stare wspomnienia ale wie, że nie jest sama. Są z nią osoby dzięki którym jest szczęśliwa i nigdy nie popełni tych samych błędów. 



Proszę o komentowanie moich opowiadań. Ważne są da mnie wasze krytyki i wasze pozytywne zdanie. Pozdrawiam was ~ Natalla