Usiadła na parapecie i spojrzała przez okno. Robiła tak za
każdym razem kiedy tęskniła. Tym razem odejście bolało bardziej niż zwykle. W
tym, że tym razem miała świadomość, że on już nie wróci. Za każdym razem, gdy
go wspominała, rozrywało ją od środka. Nie umiała zapomnieć. Kocha go nadal,
pomimo tego, że tak zranił. Był dla niej wszystkim. Tyle mówił, że będzie przy
niej gdy go będzie potrzebować. Teraz jest chwila kiedy potrzebuje go bardziej
niż kogokolwiek. I gdzie on jest .? Zapomniał o niej.? Ona dobrze wie, że tak
nie było. Wie, że odszedł bo tak chcieli jego koledzy. Tak dużo mówił jej o
tym, że są przyjaciółmi, że kocha ją jak własną siostrę. I co.? Zostawił ją dla
kolegów. Jasne. Oni byli ważniejsi. A co, jak oni go zostawią .? Co wtedy zrobi
.? Przypomni sobie o niej.? Wróci i co jej powie .? „Przepraszam. Proszę wybacz
mi.” ?A ona co by wtedy zrobiła .? Wybaczy i pozwoli aby dalej ją ranił.? Nie
chce tego. On jeszcze nie wie, że to co zrobił jest niewybaczalne. Może kiedyś
się dowie .? Czy będzie miała taką odwagę by powiedzieć mu jak bardzo ją zranił
.?Na dzień dzisiejszy nie ma odwagi nawet na niego spojrzeć. Wstała i poszła do
łazienki. Spojrzała w lustro. Co tam zobaczyła .? Siebie. Potwora. Była taka
brzydka. Jej niebieskie oczy, z których spływały zły, straciły swój blask. Włosy – zaniedbane, związane w kitkę. Miała
na sobie szarą, starą bluzkę i spodnie od piżamy. Spojrzała na swoje ręce.
Takie chude, drobniutkie. Było na nich parę małych kresek. Krople łez
delikatnie opadały na rany. Poczuła ból w sercu. Sięgnęła do kieszeni spodni,
które leżały na pralce. Wyciągnęła z nich żyletkę i dorobiła parę kresek na
swojej ręce.